Sprawa poważniejsza niż srebrne usta
Trochę jestem wstrząśnięty pisząc tę notkę, ale doszedłem do wniosku, że tematu nie można zbagatelizować, jeśli rozmawiamy o społeczeństwie informacyjnym.
Zacznijmy jednak od początku. Radiowa Trójka organizuje zabawny plebiscyt związany z interesującymi wypowiedziami polskich polityków. Serwis warto odwiedzić choćby w celach rozrywkowych.
Jednak temat, który chcę podjąć jest zdecydowanie poważniejszy. Jarosław Kaczyński, nie tak dawno premier kraju, dzisiaj szef największej partii opozycyjnej udzielił wywiadu redakcji portalu swojej partii i zawrzało w Internecie, nie tylko zresztą polskim.
Teza, która wzbudziła tyle kontrowersji brzmi:
Akt głosowania powinien być według mnie czynnością poważną, świadomą, wymagającą pewnej fatygi. Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota. Zwolennicy głosowania przez Internet chcą tę powagę odebrać. Dlaczego? Wiadomo, kto ma przewagę w Internecie i kto się nim posługuje. Tą grupą najłatwiej manipulować, sugerować na kogo ma zagłosować.
Trudno przecenić szkodliwość takiego myślenia przez elitę polityczną. Trudno to również skomentować. Spróbuję jednak.
Otóż zgodnie z założeniami idei zwanej społeczeństwem informacyjnym, w Internecie przewagę ma społeczeństwo. Partia Jarosława Kaczyńskiego (sprawdziłem) odwołuje się do tej idei w swoim programie.
Filary są następujące:
- dostęp do Internetu dla wszystkich
- powszechne umiejętności korzystania z nowoczesnych urządzeń, technologii etc.
- jednolita przestrzeń informacyjna, z której korzysta się niezależnie od miejsca, czasu, płci, rasy etc.
- udział badań naukowych w rozwoju gospodarki
i na koniec
- możliwie powszechny udział nowoczesnych technologii w zarządzaniu państwem, tj. w administracji publicznej (eGovernment), w szkolnictwie (eLearning), służbie zdrowia (eHealth), gospodarce (Knowledge-Based Economy) i (uwaga) tworzeniu i umacnianiu mechanizmów demokratycznych (eDemocracy).
W kontekście tego, co napisałem wyżej, pogląd pana Jarosława Kaczyńskiego należy uznać za wsteczny, co wielu już mu wyrzuciło. Pytania, jakie chciałbym zadać, odnoszą się jednak do nieco innej kwestii. Ilu jeszcze mamy takich liderów? Czy polscy politycy ulokowaniu na najwyższym szczeblu administracji dobrze (albo czy w ogóle) rozumieją o co chodzi w społeczeństwie informacyjnym?
Mam smutne wrażenie, że jest z tym kłopot. SI stało się w pewnym momencie zgrabnym, nośnym hasłem i pozostało nim niestety. Trochę w tym słomianego zapału, trochę brak wykwalifikowanych ludzi, którzy we właściwym momencie mogliby poprowadzić sprawę w odpowiednim kierunku. Jednostki, które miały stosowną wiedzę, nie miały wystarczającej władzy. Inni - za przeproszeniem - bili pianę. No i mamy trochę efektów.
Na koniec zastrzeżenie: nie jestem ani zwolennikiem, ani przeciwnikiem Jarosława Kaczyńskiego. Jeśli jakikolwiek inny polityk z pierwszego szeregu powiedziałby to, co on, oberwałoby mu się tak samo (ode mnie). Prezentowane na moim blogu poglądy nie wyrażają stanowiska spółki, są bowiem moimi osobistymi przemyśleniami i Comitto nie ponosi za nie żadnej odpowiedzialności.
Wszystkim, nie tylko politykom, polecam na początek Przewodnik dla niewtajemniczonych.




